









– Chod??, S?�oniczko, mam Ci co?� wa?�nego do powiedzenia – powiedzia?�a Mama-s?�o?� pewnego razu, gdy pod wiecz?�r pomara?�czowe s?�o?�ce wtapia?�o si?� w pomara?�czow?� pustyni?�, a stado szarych s?�oni w szarym zmierzchu wygl?�da?�o jak stado cieni. – Je?�eli b?�dziesz sama, moja S?�oniczko, to w chwili uniesienia i serdecznej rado?�ci pami?�taj zawsze owin?�?� tr?�b?� wok?�?� czego?�, co jest bardzo ci?�?�kie: wok?�?� ros?�ej palmy albo ogromnego g?�azu, tak aby?� nie odfrun?�?�a do gwiazd. Kiedy natomiast, s?�uchaj, Kochanie, uwa?�nie, poczujesz, ?�e jest Ci bardzo ci?�?�ko i bardzo jeste?� nieszcz?�?�liwa, to roz?�?�?� cztery ?�apki na boki – wtedy piaski pustyni nie poch?�on?� Ci?� tak ?�atwo – i staraj si?� sobie przypomnie?�, jak to by?�o kiedy?�, gdy jak balonik unosi?�a?� si?� nad ?�wiatem.